JESTEŚMY
POTRZEBNI BOGU
Rozumiemy
szczęście Matki Najświętszej, która przybyła do domu św. Elżbiety. Młoda
kobieta pospiesznie wędrowała do swojej starszej krewnej, która spodziewała
się narodzin dziecka i potrzebowała pomocy.
Człowiek
jest o tyle szczęśliwy, o ile jest potrzebny. Mówi się, że do szczęścia są
potrzebne pieniądze i zdrowie, ale tak naprawdę to do szczęścia jest
potrzebne tylko to, aby człowiek autentycznie był komuś potrzebny. Pieniądze
odda do ostatniego grosza, jeśli tylko są komuś potrzebne, odda siły i
zdrowie, jeśli tylko jest to komuś potrzebne, nawet życie odda, jeśli tylko
jest to komuś potrzebne. Mówi o tym wczorajsza rocznica męczeńskiej śmierci
św. Maksymiliana Kolbego, który wybrał śmierć dobrowolnie, ponieważ była
potrzebna dla jednego współwięźnia.
Źródłem
największego nieszczęścia człowieka tu, na ziemi jest samotność. Ona
bowiem polega na tym, że nikt mnie nie potrzebuje.
Człowiek
chce być potrzebnym, ale niestety na ziemi nie zawsze ludzie go potrzebują.
Czasami on im zawadza, jest dla nich niewygodny. Bywa, że chcą się go nawet
pozbyć. Właśnie dlatego, że jedni nie potrzebują drugich, w naszej
cywilizacji pojawiają się różne bolesne rany. Matka nie potrzebuje dziecka,
więc myśli o aborcji. Rodzina nie potrzebuje starych, wiec myśli o eutanazji.
Społeczeństwo
nie potrzebuje ludzi kalekich, obłożnie chorych i traktuje ich jako zbędny
bagaż.
Kiedy
uważnie obserwujemy moc różnych doświadczeń i cierpień na naszej ziemi, to
odkrywamy, że one płyną stąd, iż pewni ludzie są innym niepotrzebni, a
nawet im przeszkadzają. To jest dramat Hiroszimy, Oświęcimia, Kosowa. Ktoś
jest komuś niepotrzebny, niewygodny ... A jeśli dochodzi do zniszczenia
drugiego człowieka, to pojawia się cierpienie, niszczonego i niszczącego. Jeśli
bowiem ktoś niszczy drugiego, tym samym niezwykle głęboko rani sam siebie.
W
tym kontekście trzeba odkryć tajemnicę dzisiejszej uroczystości, która mówi
nam, że każdy człowiek jest potrzebny Bogu. Każdy. Nawet jeśli ludzie nas
nie potrzebują, to potrzebuje nas Bóg. Potrzebuje nas na tej ziemi, niezależnie
od tego, czy człowiek żyje tylko kilka godzin w łonie matki, czy też
obchodzi na ziemi 115 lecie swoich urodzin. Bóg potrzebuje człowieka na ziemi,
nawet wówczas, gdy dla nas jest to tajemnica. Np. z doczesnego punktu widzenia
nie dostrzegamy sensu życia kalekiego dziecka. Bóg jednak ten sens zna. On
inaczej niż my patrzy na doczesność, inaczej na śmierć i inaczej na wieczność.
Dopiero uwzględnienie tego trójwymiarowego spojrzenia Boga pozwala na odkrycie
prawdy, iż człowiek jest potrzebny Bogu zarówno na ziemi, jak i w wieczności.
Uroczystość
dzisiejsza nosi dwie nazwy - Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny i Wniebowzięcia
Najświętszej Maryi Panny. Same te nazwy ukazują Boże spojrzenie na doczesność,
śmierć i wieczność.
Śmierć
jest snem. Tak do niej podchodził sam Chrystus który po śmierci Łazarza mówił
do Apostołów: „Przyjaciel nasz śpi, idę go obudzić". Podobnie mówił
w domu Jaira pogrążonym w żałobie po śmierci jego córki: „Nie umarła
dzieweczka, ale śpi''.
Nasza
śmierć jest snem. Obudzimy się w nowym życiu, w wieczności. Bóg nas
potrzebuje nie tylko tu, na ziemi, On nas potrzebuje przede wszystkim po
obudzeniu, w niebie. Znikną wówczas wszystkie doczesne utrapienia, a więc:
kalectwa, choroby, samotność, łzy bólu. Po tym obudzeniu otrzymamy wspaniałe
ciało i sami będziemy zaszokowani jego pięknem. Jesteśmy Bogu potrzebni w
wieczności. Taka jest ewangeliczna perspektywa.
Inne
ewangeliczne słowa ukazujące tajemnicę doczesności, śmierci i wieczności,
to wniebowstąpienie i wniebowzięcie. Pierwsze zostało zarezerwowane dla
Jezusa, drugie jest zarezerwowane dla Matki Bożej i dla nas. W tych słowach śmierć
jest rozumiana jako podróż. Pożegnanie przed daleką podróżą zawsze boli.
Na Okęciu łza się kręci w oku niejednego, kto żegna swoich bliskich siadających
do samolotu. Ale ileż jest radości, gdy telefonicznie otrzymują wiadomość,
że bliscy szczęśliwie dotarli do celu. Gdyby nam Bóg okazał jeszcze jedną
łaskę, by ci, którzy docierają do domu Ojca mogli do nas zatelefonować,
nasze podejście do śmierci uległoby całkowitej zmianie. Usłyszelibyśmy wówczas.
„Nie martw się o mnie. Jestem w fantastycznie pięknym i dobrym świecie.
Czekam niecierpliwie, kiedy do mnie dołączysz". Po takim telefonie
godzina śmierci bliskich zamieniłaby się w godzinę największego szczęścia.
Nie
ma takiego telefonu i Bóg dobrze wie. dlaczego go nie ma. Jest tylko słowo
zmartwychwstałego Jezusa, który jest samą Prawdą, że tak jest. Nie ma
takiego telefonu, byśmy na ziemi potrafili zdać egzamin z zawierzenia Bogu.
Niebo
to miejsce i stan, w którym będziemy potrzebni Bogu w stu procentach.
Potrzebni innym, by służyć, by objawiać miłość milionom ludzi i innym
stworzeniom. Potrzebni, bo nie ma szczęścia bez świadomości, że jestem komuś
potrzebny. Co dopiero mówić, jeśli ten, komu jestem potrzebny, to sam Bóg!
Maryja
z Nazaretu była potrzebna Bogu na ziemi i jest nieustannie potrzebna w wieczności.
Jest potrzebna Bogu i jest potrzebna nam.
Niech
nasza wiara w życie wieczne, wypełniająca nasze serca, będzie dla nas
punktem oparcia i wielkiej nadziei.